Doradca finansowy

Finansowe akty prawne

 

 


jesteś w : Strona główna arrow Porady arrow Emerytury w Polsce - umiesz liczyć? - licz na siebie...

Emerytury w Polsce - umiesz liczyć? - licz na siebie... Utwórz PDF Drukuj
16.11.2009.

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami prób zmiany obowiązującego w Polsce systemu emerytalnego przez ministrów pracy i finansów. W skrócie projekt przewiduje, że od przyszłego roku bedziemy mniej oszczedzać na emeryturę w otwartych funduszach emerytalnych, a więcej w ZUS.

W obecnie funkcjonującym systemie Zakład Ubezpieczeń Społecznych przekazuje do otwarych funduszy emerytalnych 7,3% naszych zarobków. Uzyskane w ten sposób środki OFE inwestują, w określonych proporcjach, w akcje i obligacje. Każdy z pracujących obywateli posiada swój rachunek w jednym z kilkunastu OFE, i na takich indywidualnych kontach odkładane są oszczędności emerytalne wszystkich Polaków.

Projekt zmian w dotychczasowym systemie, przygotowany przez rząd, przewiduje, że od przyszłego roku transfery z ZUS do OFE zmniejszą się z obecnych 7,3% do 3% naszych zarobków. Przedstawiciele rządu "reklamując" swój projekt twierdzą, że dzięki tym "niewielkim" zmianom zyskają przyszli emeryci, państwo nie będzie się musiało bardziej zadłużać, a stracą jedynie OFE.

Z drugiej jednak strony liczni niezależni eksperci utrzymują, że strona rządowa tak naprawdę nie myśli (i nie dba) o oszczędnościach dla przyszłych emerytów, ale wyłącznie o uchronieniu budżetu państwa przed katastrofą, a argumenty podawane przez rząd są tylko zasłoną dymną służącą uspokojeniu opinii publicznej.

Ale nawet argumenty strony rządowej, po głębszym przemyśleniu, bronią się wyjątkowo słabo.


Przyszli emeryci dzięki zmianom mają zyskać, bo zapłacą OFE mniej prowizji.

Skoro to takie proste, to dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na ten pomysł? Przez 10 lat od wprowadzenia reformy do dziś przyszli emerycie zaoszczędziliby pokaźną sumę. Sęk w tym, że to oszczędności wirtualne. Pieniądze do tej pory przelewane do OFE przechwyci teraz ZUS. I wyda je na bieżące emerytury, bo pieniędzy w kasach ZUS notorycznie brakuje; a składki z naszych pensji zostaną zapisane na wirtualnych kontach - papier (a raczej dysk twardy) jest cierpliwy. Ale za kilkanaście lat - gdy ludzie zgłoszą sie po swoje emerytury - przyrzeczone dziś pieniądze trzeba bedzie naprawdę wypłacić. Pytanie z czego, skoro już dziś ZUS brakuje pieniędzy.

Niewielka korekta.

Rząd twierdzi, że nie ma się czego bać, że są to tylko drobne korekty i że nikt nie podważa reformy emerytalnej. A jak jest naprawdę?

Plan rządu uderza w w fundamenty systemu emerytalnego. Idea reformy emerytalnej była taka, byśmy odkładali część naszych pieniędzy na emeryturę w instytucji niezależnej od rządu, a dostawali potem tyle ile sobie uzbieramy, plus zyski, jakie wypracują dla nas z naszych składek OFE. To miało nas, przyszłych emerytów, uniezależnić od kondycji budżetu. Przekazywanie części poza ZUS miało oddalić pokusę doraźnego jej użycia.
Chodziło również o wyrobienie nawyku oszczędzania na starość. Państwo miało jedynie gwarantować, że ci, którzy nie uzbierają dostatecznie dużo na koncie emerytalnym, dostaną minimalne świadczenia. A teraz? Kto zagwarantuje, że za rok czy dwa, ta lub inna ekipa rządowa, w imię "jeszcze większych oszczędności" nie zmniejszy składek na OFE do jednego procenta lub wręcz pozwoli przyszłym emerytom występować z funduszy?

Oszczędności dla budżetu.

Oszczędności dla budżetu będą pozorne. Obniżka składek dla OFE da rządowi chwilę wytchnienia. Nie trzeba będzie szukać w pośpiechu oszczędności teraz - część deficytu w ZUS-ie pokryta zostanie z pieniędzy, które szłyby do OFE. Ale dług pozostanie - odroczona zostanie tylko jego spłata. Dzieki "majstrowaniu" w systemie emerytalnym nie zostanie rozwiązany żaden realny problem.

Dopiero śmiałe reformy KRUS-u, podniesienie wieku emerytalnego, zlikwidowanie przywilejów emerytalnych dla służb mundurowych, górników, sędziów przyniosłoby prawdziwe oszczędności. Ale na to się na razie nie zapowiada.


Podsumowując - bez względu na argumenty obu stron - rządowej z jednej strony i grup ekonomistów, przedstawicieli funduszy emerytalnych, obywateli zaniepokojonych przyszłością swoich emerytur z drugiej strony, KILKA faktów pozostaje bezspornych.

  • Głównym zarzutem pod adresem rządu, czy może tylko (?) ministrów pracy i finansów jest to, że strona rządowa ingeruje w ustalone zasady gry - podrywa to tym samym zaufanie obywatela do państwa i do prawa, przez to państwo stanowionego.
  • Skoro rządzący pozwalają sobie na dowolne korzystanie z majątku przyszłych emerytów, samych zainteresowanych o to nie pytając, każe to przypuszczać, że państwo po raz kolejny wykorzysta swoją uprzywilejowaną pozycje i (teraz czy za parę lat) sięgnie po inne składniki majątku obywateli, np. dalsze obniżenie składki do OFE, środki już zgromadzone na kontach OFE, pieniądze zgromadzone na Indywidualnych Kontach Emerytalnych, tłumacząc górnolotnie, że robi to tylko albo "w interesie" obywateli i dla ich korzyści, albo argumentując to stanem wyższej konieczności, bo fatalna sytuacja budżetu, bo deficyt, bo kryzys...itd, itp.
  • Skoro raz zaingerowano w ustalone zasady gry, nic nie stanie na przeszkodzie, aby majstrować w innych sprawach - wystarczy przecież do tego mała zmiana ustawy czy rozporządzenia. Zresztą nie musi to być ordynarny skok na kasę (jak w przypadku zmniejszenia składki na OFE) - wystarczą bardziej subtelnie zmiany, np. kwestie dotyczące wymaganego zwrotu z kapitału ulokowanego w ZUS-ie, czy kwestie dotyczące dziedziczenia zgromadzonych emerytur.

Jaki z tego płynie wniosek - całe to zamieszanie pokazuje że dla zasady rzeczywiście lepiej nie ufać państwu, i uczy, żeby się trzymać jak najdalej od pomysłów na emeryturę, firmowanych przez państwo.

Uczestnictwo w OFE jest obowiązkowe dla ludzi urodzonych po 31 grudnia 1968 roku, i możemy tylko bezsilnie przyglądać się obniżeniu składki na OFE, czy innym podobnym skokom na (naszą) kasę, że przypomnę pomysł wicepremiera Leppera, aby środkami zgromadzonymi na kontach OFE przymusowo sfinansować (poprzez emisję obligacji) budowę dróg.

Sprawa wygląda inaczej w przypadku III filara systemu emerytalnego i produktu pod tytułem Indywidualne Konto Emerytalne. Na razie IKE nie cieszą się specjalnym powodzeniem, nie ma tam zgromadzonych zbyt dużych środków, ale istnieje duże ryzyko, że gdy tylko zgromadzone tam środki przekroczą jakąś wartość graniczną, państwo wyciągnie tam swoje lepkie palce i poprzez majstrowanie w ustawie "przytuli" się do tych pieniędzy; tak jak to było niedawno w przypadku rezerwy demograficznej.

Na szczęście III filar systemu emerytalnego i IKE nie są obowiązkowe, i skoro mamy oszczędzać na emeryturę, róbmy to tam gdzie lepkie palce państwa nie sięgają, sami i na własną rekę.

A że na emeryturę trzeba samodzielnie oszczędzać - to nie ulega wątpliwości. Przerzucenie pieniędzy z OFE do ZUS-u, nie rozwiąże problemu deficytu państwa i w dalszej konsekwencji deficytu systemu emerytalnego - spowoduje tylko odsunięcie problemu w czasie, z tym że za kilka - kilkanaście lat problem powróci ze zwielokrotnioną siłą, choćby z powodu niekorzystnej sytuacji demograficznej.

Poza tym, jak pokazywały projekcje, emerytura wypłacana z I (ZUS) i II (OFE) filaru, nawet przy założeniu, że proponowane przez rząd zmiany nie wejdą w życie, będzie się kształtowała dużo poniżej ostatniej pensji średnio zarabiającego pracownika.

I dlatego, aby utrzymać standard zycia na mniej więcej tym samym poziomie musimy oszczędzać. I na dobrą sprawę nie ma większego znaczenia, że większość z nas nie może przeznaczyć na oszczędności emerytalne więcej niż 50-200 złotych. W artykule pt. "Jestem w stanie odłożyć miesiecznie tylko 200 zł. Czy oszczędzanie ma sens?" przedstawiony został przykład pokazujący jak regularne odkładanie nawet małych kwot, po latach pozwala zgromadzić pokaźny kapitał. 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »




Nasze serwisy:

Doradcakredytowy

Kalkualtor finansowy

2007 © Copyright Doradcafinansowy.pl All rights reserved.